Blog o sporcie w wykonaniu amatorskim, ale nie tylko - także o pogodzeniu pasji sportowej ze sprawami zawodowymi oraz rodziną - jednym słowem o życiu w wydaniu trochę bardziej urozmaiconym...
Blog > Komentarze do wpisu

Osobisty Pacemaker ;-)

W słowniku można natknąć się na wiele definicji Pacemaker’a – zając, mentor, towarzysz,  upport, pomocnik, inteligentny GPS z funkcją motywowania głosem, legalny doping. Niezależnie od definicji, najważniejsza jest współpraca z grupą i osiągnięcie zamierzonego efektu. Bo tak jak wiele definicji , tak też wiele osobowości Pace’ów, których można spotkać na imprezach biegowych. Niektórzy sypią dowcipami jak z rękawa, inni z kolei, będą doraźnie motywować grupę, krótkimi acz treściwymi hasłami. Pacemaker to taki przewodnik, który potrafi zbudować swoisty klimat w grupie oraz dać wszystkim poczucie zwycięstwa już od linii startu. Wspiera w walce ze swoimi słabościami, a przy tym potrafi wykreować atmosferę sukcesu na każdym kilometrze biegu. I jak mawiają niektórzy potrafi rozbić tzw. ścianę dobrym słowem i dawką energii na tych trudnych kilometrach.

Miałem okazję posmakować zaszczytnej roli „Osobistego Pacemkaera ;-)” jako biegowy współtowarzysz Karoliny. Było to dla mnie swoiste wyzwanie, gdyż wziąłem na siebie odpowiedzialność za wynik drugiej osoby. Założeniem był udział w półmaratonie jako biegacz towarzysz, który będzie dodawał otuchy, zagrzewał do walki i wspierał dobrym słowem, a przy tym nie dopuści do walki biegacza z negatywnymi myślami. Tym razem więc na dalszy plan zeszło kolejne ustanawianie „życiówki”. Na to jeszcze będzie z pewnością niejedna okazja. Tym razem mogłem skupić się na kimś, kto debiutuje na dystansie półmaratonu. Znając aspiracje mojej podopiecznej, chciałem służyć najlepszym możliwym wsparciem by pomóc zaliczyć ów debiut do udanych, a przy tym osiągnąć dobry rezultat na mecie. Znając charakterystykę treningów oraz poziom przygotowania przyjęliśmy taktykę biegu spokojnym tempem od samego początku, weryfikując na bieżąco samopoczucie oraz poziom zmęczenia oraz możliwości rozegrania dalszej części biegu. Celem samym w sobie nie był konkretny czas netto na mecie lecz dobra zabawa I czerpanie przyjemności z pokonywania dystansu, a więc postawiliśmy na wartości bliższe stanu umysłu. Od samego początku biegu warunki były sprzyjające – poczynając od warunków pogodowych – niewielki wiatr, komfortowa temperatura. Na starcie nieco tłumnie w strefie powyżej 2:00. Dzięki czemu udało się utrzymać bardzo zachowawcze tempo na początku biegu w okolicach 5:45 min / km. Po piątym kilometrze nieznaczne przyspieszenie, później  onownie po dziesiątym kilometrze, podbieg przy ul. Hetmańskiej praktycznie nieodczuwalny. kolejne przyspieszenie jak tylko w zasięgu wzroku pojawił się stadion. Ostatnie kilometry wzdłuż ul Grunwaldzkiej to przysłowiowy ogień z symbolicznym rozbiciem „ściany”. Obyło się bez kryzysów, choć bywały nieco trudniejsze momenty między 10 km a 15 km, ale spokojnie daliśmy radę. Na mecie bez uczucia niedosytu, a pozostały zapas energii pozwolił się cieszyć atmosferą  imprezy biegowej. Udało się osiągnąć cel nadrzędny, a przy tym spełnić marzenia każdego uczestnika biegu – osiągnięcie założeń czasowych, realizacja taktyki negative split oraz odczuć półmaratońską euforię. I to bez konieczności wprowadzania korekt założeń taktycznych podczas biegu.

Kluczowe było indywidualne podejście, weryfikacja tempa na każdym odcinku trasy i obserwacja podopiecznego zawodnika. Wynik na mecie to świadectwo solidnie przepracowanego sezonu,  z  drugiej zaś daje przekonanie, iż nadal najlepsza cześć sezonu przed zawodnikiem. W przypadku  Karoliny udało się osiągnąć fajny wynik, bowiem cyfry zegarka zatrzymały się tuż przed wynikiem prognozowanym jako optymistyczny - złamanie 2 godzin, a wyszło 1:57. A na dodatek po przekroczeniu linii mety nadal przeważało poczucie wielkiej dumy ponad wysiłkiem. Bo przecież optymalny poziom zmęczenia to taki, który motywuje do dalszej pracy i pozwala ustanowić sobie kolejny ambitny cel. A Pacemaker ? No cóż, myślę, że moje rola nie skończyła się wraz z przekroczeniem linii mety półmaratonu poznańskiego. To dobry moment na pomoc w otwarciu kolejnego rozdziału etapu biegowego. Lista kolejnych marzeń biegowych jest otwarta. Ten bieg jak I cały sezon dedykuję Nicoli Wala ze swarzędzkiej Wierzenicy – ośmioletniej dziewczynki, która od ponad roku toczy walkę z nowotworem Mięsakiem Ewinga. Jeszcze tego samego  ieczoru, także na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich odbył się koncert charytatywny właśnie na rzecz Nicole. To piękny finał dnia,  w którym miałem okazję dołożyć symboliczną cegiełkę do kosztów leczenia Nicole i to przy dźwiękach legendarnej grupy Pink Floyd, których płyta „The Wall” została w całości odtworzona przez „The Echoes Project”.

Każdy, kto również chciałby wesprzeć Nicolę dobrym sercem oraz symboliczną cegiełką pomocy, może to uczynić przekazując 1% podatku na rzecz Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” (KRS 0000037904) nr konta 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615 tytułem 29624 Wala Nicole darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

 

piątek, 31 marca 2017, rlawski

Polecane wpisy